Polecane artykuły

Najnowsze galerie

Alber Elbaz

12.01.2012 14:01

Alber Elbaz
Autor: Tim Walker
Właśnie minęło 10 lat, odkąd izraelski projektant przejął stery w Lanvin. Z tej okazji opowiemy Wam historię o tym, jak Albert stał się Alberem, a osierocony przez ojca syn kasjerki - gwiazdą światowego formatu.

Projektant roku 2005 według CFDA, największy kreator XXI wieku według Julie Gilhart, konsulatniki Amazon do spraw mody. Zdaniem Simon Doonan, dyrektor kreatywnej Barneys, jego ubrania uzależniają jak crack. Za zasługi dla francuskiej mody odznaczony Legią Honorową. A kiedy w 1961 przyszedł na świat w Casablance, nikt nie wróżył mu sukcesu. Był czwartym dzieckiem izraelskiego fryzjera i niespełnionej malarki. Dzieciństwo spędził w miasteczku Holon, położonym na południe od Tel Avivu. Jako trzynastolatek został osierocony przez ojca, co zmusiło matkę do podjęcia pracy kasjerki. Młody Albert interesował się rysunkiem i aktorstwem, miał duszę wrazliwego artysty, ale po skończeniu szkoły musiał odbyć obowiązkową służbę wojskową. Dopiero po trzech latach mógł zdecydować się na studia. Wybrał modę w Szkole Inżynierii i Projektowania Shenkar.

takietamnoLanvin na wiosnę/lato 2012. Alber nie zawiódł. 

Dwudziestotrzyletni absolwent bez zawodowego doświadczenia przybył do Nowego Jorku z 800 dolarów w kieszeni. Żeby uniknąć problemów z pisownią i wymową swojego imienia, zrezygnował z ostatniej litery i stał się Alberem. Pierwsze kroki jako projektant stawiał w butiku, tworząc, jak to później określił

ohydne sukienki dla matek panien młodych.

Chwilami był bliski rzucenia kariery i powrotu do rodziny. Na szczęście w porę pojawił się człowiek, który odkrył talent Elbaza. Był to Geoffrey Beene, ówczesna gwiazda amerykańskiego pret-a-porter. Przez kolejnych siedem lat Geoffrey był dla Albera szefem i mentorem. Izraelczyk z nostalgią wspomina pracę dla mistrza:

To była piekna relacja. Nasz najlepszy dialog odbywał się bez słów. Mieliśmy kształty i kolory. Ja dodawałem wstążkę, on dodawał guzik.

Z doświadczeniem zdobytym u Beene'ego projektantowi łatwiej było o angaż. Został zatrudniony przez markę Guy Laroche, a w 1998 wybrany przez samego Yves Saint-Laurenta na swojego następcę. Jednak po wypuszczeniu trzech udanych kolekcji, kiedy markę YSL Rive Gauche kupił koncern Gucci, Elbaz był zmuszony oddać stanowisko Tomowi Fordowi. Ta sytuacja na jakiś czas zniechęciła projektanta do świata mody. Rozważał nawet studia medyczne, ale szybko doszedł do wniosku, że nie to jest jego powołaniem:

Lekarz da ci Tylenol. Ja dam ci piękny czerwony płaszcz, w którym będziesz się czuć tak dobrze, jak na Tylenolu.

W końcu Alber Elbaz trafił do Lanvin. Wkrótce było jasne, że właściwy człowiek znalazł się na właściwym miejscu. Kiedy zaprezentował swoją pierwszą, inspirowaną męską elegancją kolekcję, na jesień/zimę 2002, krytycy byli zgodni: najstarszy francuski dom mody czeka druga młodość.

Tak też się stało. Lanvin znów był cool. Gwiazdy odstawiły na bok szpilki i przerzuciły się na baleriny of Elbaza. Suknie jego projektu włożyły wszystkie największe sławy Hollywood, a również najbardziej obserwowana przez media kobieta w USA - Michelle Obama. Zapragnęły je mieć nastolatki na całym świecie, w odpowiedzi na co marka H&M namówiła projektanta do współpracy. Pełna czarujących sukienek z falbanami kolekcja wyprzedała się błyskawicznie, a spóźnialscy fani Albera desperacko próbowali kupić choć jedną sztukę w internecie. Ceny niektórych ubrań na eBayu przekroczyły 1000 dolarów!

mordaAlber Elbaz i Lucas Ossendrijver (projektant linii męskiej Lanvin) kłaniają się po pokazie

Przez 10 lat pracy dla Lanvin Alber Elbaz nie zaliczył ani jednej wpadki, a zainteresowanie jego kreacjami cały czas rośnie, ani trochę nie przejmując się kryzysem. Do grona wielbicieli mistrza dołączyły idolki młodego pokolenia: Leighton Meester, Emma Stone i Zoe Saldana

Oprócz olbrzymiego talentu, Alber słynie z upodobania do kolorowych much pod szyją i rozbrajającej autoironii. W wywiadzie dla Vogue UK wyznał:

Nie biorę narkotyków, bo bym je pokochał. A ponieważ jestem Żydem, pewnie byłbym też dealerem.

 Wieloletni partner Aleksa Koo, dyrektora marketingu Lanvin, potrafi też żartować ze swojego homoseksualizmu:

Ubieram kobiety. Niestety ich nie rozbieram. Moja mama wolałaby, żebym rozbierał. 

Z kolei o swojej pierwszej książce, która wkrótce ma zostać wydana, powiedział:

Będzie mała i gruba, żebym mógł się z nią utożsamiać.

 Czekamy na nią z niecierpliwością i życzymy Alberowi nie kolejnych 10, ale 100 lat twórczej pracy dla Lanvin!


Komentarze