Polecane artykuły

Najnowsze galerie

Jeremy Scott

06.01.2012 13:01

Jeremy Scott
Prześmiewca, prowokator, konceptualista. Niektórzy twierdzą nawet, że turpista. Jednak nigdy biznesmen i nigdy rzemieślnik, zawsze artysta.

Jego kolekcje zawsze budzą skrajne emocje. Po każdym pokazie krytycy mody i blogerzy rozpływają się nad kreatywnością Jeremy'ego, podczas gdy fora internetowe zapełniają się ostrymi słowami pod adresem buntownika z Missouri. Co ten człowiek robi na nowojorskim Fashion Weeku? To, co pokazuje, to śmieci, a nie moda - zżymają się internauci.

Wbrew temu, co może im się wydawać, Jeremy Scott otrzymał gruntowne wykształcenie z zakresu projektowania mody. Ukończył prestiżowy Pratt Institute, gdzie wyrobił sobie opinię niezwykle pilnego ucznia. Zawsze skupiony na swojej pracy i pasji zarazem, mało imprezował i unikał używek. Ale jego projekty nie były równie spokojne, jak życie młodego Jeremy'ego. Przeciwnie, nierzadko wprawiały wykładowców w osłupienie. Dość wspomnieć, że jego dyplomowa kolekcja została zainspirowana katastrofą w Czarnobylu.

parodiaJesień-zima 2011/12: kontrowersyjne napisy, popkulturowe nawiązania i parodia Prady 

Nieschematyczne pomysły Amerykanina zachwycały profesorów, ale nie pracodawców. Po skończeniu studiów Scott wyjechał do Paryża w nadziei na choćby bezpłatny staż w jednym z domów mody. Pomieszkiwał u znajomych, a czasem był zmuszony spać na stacji metra. Po roku bezowocnych poszukiwań zatrudnienia, projektant wreszcie postanowił otworzyć własny biznes.  Zadebiutował w paryskim barze. Jego stroje, nawiązujące do wypadków samochodowych i szpitalnej estetyki zaprezentowały profesjonalne, ale mało znane wówczas modelki - wśród nich późniejsza gwiazda wybiegów i muza projektanta, mierząca zaledwie 165 cm Devon Aoki. 

Z każdym pokazem o młodym artyście robiło się coraz głośniej. Najpierw dostrzegł go multibrandowy butik Colette, następnie Isabella Blow, a w końcu Madonna, która występowała w jego strojach na koncertach i w teledyskach. Wtedy wschodzącą gwiazdą zainteresowały się wielkie marki. Jeremy odrzucił propozycje współpracy od m.in. Versace i Chloe. Postanowił przez nikogo nieograniczany realizować swoją wizję. Z tego samego powodu przez 15 lat zawrotnej kariery nie zdecydował się na sprzedaż swojej marki żadnemu z wielkich koncernów.

Ludzie traktują modę zbyt poważnie

powiedział projektant w jednym z wywiadów. Zdanie to zdaje się być jego mottem. W kolekcjach Scotta można odnaleźć wszystko oprócz powagi. Wśród jego dotychczasowych inspiracji znalazły się: jedzenie, kreskówki Disney'a, wojna w Iraku, roboty drogowe i mięsna suknia Lady Gagi. Oraz, rzecz jasna, dokonania innych kreatorów. Jeremy bezlitośnie parodiuje co bardziej popularne i charakterystyczne stylizacje z "poważnych" pokazów. Jego barwny i humorystyczny, wykorzystujący odwołania do kultury masowej styl bywa nazywany modowym pop-artem. Jednak, w przeciwieństwie do Andy'ego Warhola, który przekonywał, że dobry biznes jest najlepszą ze sztuk, projektant uparcie twierdzi:

W modzie chodzi o kreatywność i poszerzanie horyzontów, nie o sprzedawanie iluś tam sztuk. Niezdrowo jest w ogóle myśleć w kategoriach sprzedaży.

 Jeremy konsekwentnie tworzy według własnego gustu, nie przejmując się reakcją konsumentów. Dochody zapewnia mu współpraca z popularnymi markami, jak Longchamp, Adidas czy Swatch. Efekty współpracy są zawsze zaskakujące, zabawne, trafiające w gusta młodzieży, ale jednocześnie, w przeciwieństwie do kolekcji pret-a-porter, nadające się do włożenia i wyjścia w nich na ulicę. Ale również ekstrawaganckie projekty Scotta znajdują swoich odbiorców. Noszą je osobowości równie ekscentryczne, jak sam artysta: Lady Gaga, Nicki Minaj, Kanye West i Beth Ditto.

zwspolJeremy Scott dla Longchamp, Adidasa i Swatch 

O życiu prywatnym projektanta wiadomo niewiele, a wielbicielom Jeremy'ego muszą wystarczyć strzępki informacji. Na przykład różowe balerinki ze skrzydłami, które znalazły się w kolekcji Adidasa na wiosnę 2011, podobno powstały na prośbę jego dziewczyny. Kim jest wybranka Scotta, niestety nie mamy pojęcia.


Komentarze