Ubrania, których nie może zabraknąć w żadnej szafie; filary dobrego stylu, niezbędne klasyki... Jakoś przez długi czas nie mogłam przestać wierzyć, że takie rzeczy naprawdę istnieją. Że wystarczy posiadać przynajmniej jeden egzemplarz każdej z nich, by już zawsze wychodzić z domu dobrze ubraną, nawet jeśli zostało mi pięć minut na podjęcie decyzji, co włożyć. Dlatego ciągle szukałam tych śwętych graali każdej garderoby - idealnej małej czarnej, idealnego trencza, idealnej pary jeansów... - nawet gdy po raz n-ty przy zderzeniu z rzeczywistością przekonywałam się, że takie ideały po prostu nie istnieją. Czy raczej, że dla każdego z nas modowe fundamenty stanowi co innego, koniec kropka. Owszem, po świecie chodzi, chodziło i będzie chodzić wiele kobiet, które genialnie wyglądają chociażby w białej męskiej koszuli. Niemniej na każdą taką szcześciarę przypada przynajmniej jedna nieszczęśnica, która zamiast uwodzić jak Uma Thurman w "Pulp Fiction", w męskiej koszuli przypomina raczej wielką białą bezkształtną kluchę (jak ja).
Jednak listy niezbędnych klasyków zawsze będą spisywane i kobiety będą je czytać. Dają bowiem nadzieję, że wystarczy kilka prostych myków, by zostać królową stylu. I choć to tylko złudzenie, to i tak przynajmnie je się czyta - szczególnie, gdy układa je doświadczona osoba znająca się na rzeczy i umiejąca pisać. Jak Nina Garcia, redaktorka mody pracująca kiedyś m.in. dla "Elle". Jej "Klasyczna setka" to naprawdę fajna książka (ach, te ilustracje Rubena Toledo!) i można się z niej dużo dowiedzieć - nawet jeżeli skompletowanie zestawu polecanego przez Garcię doprowadziłoby nas do bankructwa, a większości wymienianych przez nią marek nie ma w Polsce.
Wszystkim lubiącym robić zakupy według jasno określonych zasad, polecam więc eksperyment - stwórzcie własną listę filarów stylu przeglądając rzeczy, które macie w szafie. Jeśli nie jesteście pewne, w czym dobrze wyglądacie, zróbcie to z przyjaciółką lub mamą/córką/siostrą. Korzystanie z takiej listy szytej na miarę będzie pięć tysięcy razy lepsze niż polowanie na cudze ideały, bez względu na to jak bardzo klasycznego rodowodu by nie miały. Na przykład ja już dawno odrzuciłam bezpieczne beżowe trencze na rzecz płaszczy jak najbardziej rzucających się w oczy ze względu na kolor lub wzór (nic tak nie poprawia humoru w zimie, jak opatulenie się lekko kiczowatym cętkowanym sztucznym futrem w stylu Edie Sedgwick); koszule wymieniłam na bluzki w paski, małą czarną na małą szarą (istnieje tyle pięknych odcieni szarości...), a konwersy na jazzówki i kowbojki. Bo w tych rzeczach nie tylko czuję się wygodnie, ale - co najważniejsze - one pasują do mojego charakteru. A o to w końcu w modzie chodzi.
Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź:
"Czy włożyłaby to Jackie?" - według redaktorki WSJ to rozstrzygające pytanie, które warto postawić sobie przed każdym ciuchowym zakupem.
Klasyczne torebki, które nigdy nie wyjdą z mody, a których nazwy powinna znać każda miłośniczka mody.










