Najnowsze artykuły

Polecane wideo

 

New Look

23.09.2010 10:09

New Look
Czasem obserwując tytuły artykułów o trendach na następną porę roku myślę, że by być dobrym redaktorem mody oprócz wyczucia stylu czy znajomości historii ubioru trzeba mieć także pamięć złotej rybki. Jak bowiem inaczej można przedstawiać jako nowość tendencję, która popularnością (większą lub mniejszą, ale zawsze) cieszy się przynajmniej od sześciu sezonów? A tak jest przecież w przypadku sylwetki lat 50.

Nie ma chyba magazynu kobiecego, który nie zachwycałby się teraz  „wielkim powrotem piersi, talii i bioder”. Bo oto w końcu – przekonują redaktorzy i styliści – odrzuciliśmy och, jakże okropny i opresywny styl rockowej it-girl na rzecz prawdziwie afirmującego naszą kobiecość stylu New Look. Co prawda raptem niewielki procent kobiet  posiada sylwetkę klepsydry, na której bazuje moda lat 50. – ale kto by się tam przejmował, że tak naprawdę zamieniliśmy jeden ideał na inny, równie trudny do osiągnięcia.

Tylko nie zrozumcie mnie źle: nie mam nic przeciwko rozkloszowanym spódnicom ani podkreślającym talię żakietom. Wręcz przeciwnie, Christian Dior na zawsze pozostanie moim modowym bohaterem za zainicjowanie New Looku w 1947 roku. O ile bowiem w kreacji a’la lata dwudzieste wyglądam jak szafa trzydrzwiowa, a i to gdy mam dobry dzień, o tyle tzw. bombshell dress (w wolnym tłumaczeniu sukienka seksbomby – uszyta blisko ciała, z ołówkowym dołem) zawsze stanowi dobry, bezpieczny wybór. Moim pierwszym zakupem na e-bay’u (ach, te emocje i korzystanie z konta rodziców) były właśnie sukienki vintage z lat 50. Znam wszystkie anegdotki z autobiografii Diora, mogę godzinami opowiadać, dlaczego jednak koniec końców wolę projekty Balenciagi (w skrócie: on bardziej eksperymentował z formą) oraz doskonale rozumiem, dlaczego Chanel miała po II wojnie problemy z odnalezieniem się w  świecie mody (w końcu nie po to uwolniła kobiety z gorsetów, by one znów się w nie dobrowolnie wbijały…).

Jak widzicie, zdecydowanie bliżej mi do miłośniczki, by nie powiedzieć – maniaczki lat 50. niż do ich zaciekłej przeciwniczki.  Dlatego tym bardziej zdaję sobie sprawę z istnienia także negatywnych społecznych i kulturowych wymiarów New Looku, o których wielu redaktorów mody woli teraz nie pamiętać. W końcu Monsieur Dior nie ukrywał, że jego projekty to powrót do pomysłów z XIX wieku: malutka talia, biust wypchnięty do góry gorsetem, nieprzyzwoicie ogromne ilości materiału wykorzystane na rozłożyste spódnice i halki (mało kto o tym wie, ale córki króla Wielkiej Brytanii Jerzego VI dostały zakaz noszenia kreacji New Look, gdyż uznano, że stroje o tak obfitej formie zostałyby źle odebrane przez poddanych). Francuski projektant oferował kobietom ucieczkę od ciągłego zmagania się z konsekwencjami wojny w piękny świat cudownie ubranych elegantek, które przede wszystkim miały świetnie wyglądać, a nie pracować czy się emancypować. 

Doskonale widać to chociażby w obsypanym nagrodami serialu „Mad Man”, z którego ujęcia zdobią właśnie prawie wszystkie artykuły wieszczące „powrót kobiecości”. Co z tego jednak, że pokazane tam bohaterki mają „piersi, talię i biodra” i pięknie wyglądają, gdy uznaje się je (toleruje?) wyłącznie w trzech rolach: matki, żony lub kochanki. Może dlatego za każdym razem, gdy czytam następny tekst stylistek zachwyconych gorsetami LV i spódnicami Prady, od razu mam ochotę założyć spodnie.


Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź:


Kampanie kolekcji, od których wszystko się zaczęło (w tym sezonie) – Louis Vuitton i Prada.

Blog Marchewkowej, która stylem spokojnie może konkurować z bohaterkami „Mad Mana”.

Fashion File” na oficjalnej stronie serial “Mad Man”.
Jedna z anegdotek z autobiografii Diora, którą przytoczyłam na moim blogu.


Komentarze