Nie ma chyba magazynu kobiecego, który nie zachwycałby się teraz „wielkim powrotem piersi, talii i bioder”. Bo oto w końcu – przekonują redaktorzy i styliści – odrzuciliśmy och, jakże okropny i opresywny styl rockowej it-girl na rzecz prawdziwie afirmującego naszą kobiecość stylu New Look. Co prawda raptem niewielki procent kobiet posiada sylwetkę klepsydry, na której bazuje moda lat 50. – ale kto by się tam przejmował, że tak naprawdę zamieniliśmy jeden ideał na inny, równie trudny do osiągnięcia.
Tylko nie zrozumcie mnie źle: nie mam nic przeciwko rozkloszowanym spódnicom ani podkreślającym talię żakietom. Wręcz przeciwnie, Christian Dior na zawsze pozostanie moim modowym bohaterem za zainicjowanie New Looku w 1947 roku. O ile bowiem w kreacji a’la lata dwudzieste wyglądam jak szafa trzydrzwiowa, a i to gdy mam dobry dzień, o tyle tzw. bombshell dress (w wolnym tłumaczeniu sukienka seksbomby – uszyta blisko ciała, z ołówkowym dołem) zawsze stanowi dobry, bezpieczny wybór. Moim pierwszym zakupem na e-bay’u (ach, te emocje i korzystanie z konta rodziców) były właśnie sukienki vintage z lat 50. Znam wszystkie anegdotki z autobiografii Diora, mogę godzinami opowiadać, dlaczego jednak koniec końców wolę projekty Balenciagi (w skrócie: on bardziej eksperymentował z formą) oraz doskonale rozumiem, dlaczego Chanel miała po II wojnie problemy z odnalezieniem się w świecie mody (w końcu nie po to uwolniła kobiety z gorsetów, by one znów się w nie dobrowolnie wbijały…).
Jak widzicie, zdecydowanie bliżej mi do miłośniczki, by nie powiedzieć – maniaczki lat 50. niż do ich zaciekłej przeciwniczki. Dlatego tym bardziej zdaję sobie sprawę z istnienia także negatywnych społecznych i kulturowych wymiarów New Looku, o których wielu redaktorów mody woli teraz nie pamiętać. W końcu Monsieur Dior nie ukrywał, że jego projekty to powrót do pomysłów z XIX wieku: malutka talia, biust wypchnięty do góry gorsetem, nieprzyzwoicie ogromne ilości materiału wykorzystane na rozłożyste spódnice i halki (mało kto o tym wie, ale córki króla Wielkiej Brytanii Jerzego VI dostały zakaz noszenia kreacji New Look, gdyż uznano, że stroje o tak obfitej formie zostałyby źle odebrane przez poddanych). Francuski projektant oferował kobietom ucieczkę od ciągłego zmagania się z konsekwencjami wojny w piękny świat cudownie ubranych elegantek, które przede wszystkim miały świetnie wyglądać, a nie pracować czy się emancypować.
Doskonale widać to chociażby w obsypanym nagrodami serialu „Mad Man”, z którego ujęcia zdobią właśnie prawie wszystkie artykuły wieszczące „powrót kobiecości”. Co z tego jednak, że pokazane tam bohaterki mają „piersi, talię i biodra” i pięknie wyglądają, gdy uznaje się je (toleruje?) wyłącznie w trzech rolach: matki, żony lub kochanki. Może dlatego za każdym razem, gdy czytam następny tekst stylistek zachwyconych gorsetami LV i spódnicami Prady, od razu mam ochotę założyć spodnie.
Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź:
Kampanie kolekcji, od których wszystko się zaczęło (w tym sezonie) – Louis Vuitton i Prada.
Blog Marchewkowej, która stylem spokojnie może konkurować z bohaterkami „Mad Mana”.
„Fashion File” na oficjalnej stronie serial “Mad Man”.
Jedna z anegdotek z autobiografii Diora, którą przytoczyłam na moim blogu.










