Nie jestem zwolenniczką niepotrzebnego przenoszenia obcych słów na grunt polszczyzny, ale uważam, że język musi żyć i się rozwijać. A przeszczepianie obcojęzycznych zwrotów to często - chcąc nie chcąc - najprostsze rozwiązanie, by nazwać nowe dla nas zjawisko. Tak jest w przypadku słowa glamour, które oznacza (bardzo upraszczając) sprawianie przez coś wrażenia, iż jest lepsze niż w rzeczywistości. Polskie tłumaczenia, tj. "urok" czy "splendor", nie oddają zatem istoty angielskiego oryginału, gdyż pierwsze brzmi zbyt niewinnie, drugie - zbyt poważnie. O Naomi Campbell nikt przecież nie powie, że wygląda urokliwie, a tym bardziej nie, że okryła się splendorem: ona jest po prostu glamour.
Trudno jednoznacznie wytłumaczyć znaczenie glamour. Można je bowiem traktować jako zjawisko, ideę, cechę lub styl. Łatwiej za to wymienić jego wyznaczniki: opieranie się na obrazie (kino, fotografia…), ciągłe (i)granie z widzem, wzbudzanie fascynacji. Widać to doskonale na przykładzie gwiazd Hollywood, które miały być bliskie nam i odległe jednocześnie; starannie wystylizowane, ale tak, by wydawało się, że piękny wygląd osiągnęły bez wysiłku, a nawet trochę przypadkiem; ubrane w sukienki skrojone w taki sposób, by nawet zakrywając pokazywały, co znajduje się pod spodem.
Glamour to jeden z wielkich snów kapitalizmu. Zawiera się w nim ulubiony paradoks współczesności: z jednej strony traktuje się go, podobnie jak szyk, jako cechę wrodzoną; z drugiej przekonuje, że każdy może go posiąść. Wystarczy kupić to, to i to, zrobić tak, tak i tak, by obudzić się następną Sophią Loren czy Avą Gardner. Brzmi znajomo? Odpowiednie przedmioty, a w szczególności ubrania, każdą z nas przemienią w kobietę glamour - przekonują redaktorzy, marketingowcy, PR-owcy. Na takim założeniu opierała się zresztą chociażby popularność projektów Gianniego Versace w latach 90., szczególnie od kiedy sukienka przez niego zaprojektowana wyniosła wcześniej niezbyt znaną aktorkę Elizabeth Hurley na czołówki największych angielskich gazet. Miliony Brytyjek pożądając kreacji spod znaku Meduzy myślały:
Skoro ona tak mogła, mogę i ja.
Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź:
Książkę „Glamour: A History” Stephena Gundle’a
Zbiór artykułów The New York Times na temat domu mody Versace i Gianniego, uważanego za twórcę glamour lat 90.
Artykuł Telegraph z okazji wybrania sukienki Versace założonej przez Liz Hurley najlepszą kreacją z czerwonego dywanu w historii.










