Najnowsze artykuły

Polecane wideo

 

Jagna o markach!

15.07.2010 17:07

Jagna o markach!
Co łączy wielkie domy mody i popularne filmy? Sprawdźcie co na to pytanie odpowiada nasza felietonistka.

Co łączy wielkie domy mody i popularne filmy? Sequele. W pierwszej połowie XX wieku nie oczekiwano od marki, by przeżyła własnego założyciela. Uważano, że swoistą kontynuację pracy mistrza stanowią kolekcje jego uczniów. Po prostu naturalny stan rzeczy: starzy odchodzą, nadchodzą młodzi. Jednak już pod koniec lat 50. reguła ta przestała być tak oczywista, a dzisiaj jej stosowanie wydaje się być wręcz nie do pomyślenia. Mamy więc Diora V, Valentino III, a od niedawna także Alexandra McQueena II. 

 

Po co utrzymywać dom mody po odejściu lub śmierci projektanta, który go założył? Wiele osób zapewne dopatruje się w tym wyłącznie chęci zysku. I choć nierozsądne byłoby wykluczenie tego motywu, to warto pamiętać, że domy mody nie są tylko maszynkami do robienia pieniędzy dla ich właścicieli. Stanowią również źródło utrzymania krawców, rzemieślników, pomocniczych projektantów, ekspedientów, dostawców… Te największe odgrywają często ważną rolę w gospodarce rodzimego kraju, co dobrze pokazuje przypadek Diora. Po śmierci projektanta w 1957 roku jego dom mody ogarnął chaos, jednak firmy nie zamknięto m.in. dlatego, że 50% towarów eksportowych Francji stanowiły w tym czasie produkty właśnie z metką Diora. Ich zniknięcie byłoby ogromnym ciosem dla gospodarki kraju.

 

Poza tym podtrzymywanie istnienia marki daje możliwość zabłyśnięcia utalentowanym projektantom. Często to dla nich jedyna okazja na zdobycie pieniędzy i międzynarodowego rozgłosu. Nie dajcie się jednak zwieźć – marka pod ich rządami rzadko ma dużo wspólnego z marką prowadzoną przez założyciela. Nawet jeżeli w każdej kolekcji szafują znakami charakterystycznymi projektów poprzednika, to i tak nadają im inny charakter. Wystarczy spojrzeć na ubrania przygotowane dla Chanel przez Karla Lagerfelda, stanowiące czasem wręcz parodie kreacji autorstwa Madamoiselle. Trudno jednak nie zgodzić się z niemieckim projektantem, który odpierając zarzuty krytyków, że widząc jego kolekcje „Chanel przewraca się w grobie”, stwierdził: „Gwałtowna reakcja to reakcja. Brak reakcji to śmierć”. Odgrzewanie ciągle tych samych rozwiązań powoduje bowiem, że przestaje się docierać do młodszej publiki i zostają tylko wierni klienci, umierający w końcu wraz ze swoim ukochanym domem mody. 

Warto zatem spojrzeć prawdzie w oczy: choć dużo mówi się o składaniu hołdu mistrzom, inspirowaniu się niesamowitymi rozwiązaniami z przeszłości oraz  przywracaniu tych Wielkich i Wspaniałych współczesności, na co dzień projektanci, biznesmeni i PR-owcy wykorzystują po prostu nasze przywiązanie do marek. Sięgając po hasła, które kojarzą się z projektami danego domu mody (albo które zostały wykreowane, by się z nimi kojarzyć), wyjaśniają często zupełnie nowe koncepcje stojące za zupełnie nowymi kolekcjami. Nie jest to przy tym nic zdrożnego, o ile nie przybiera formy modowej nekrofilii, jak w przypadku domu mody Vionnet (projektantka zamknęła go w 1939 roku; od tamtej pory już trzy razy przywracano go do życia, przy czym po raz pierwszy w 1996 roku, czyli 57 lat po pierwotnym zakończeniu działalności oraz 21 lat po śmierci założycielki). 

 

Czy istnieje zatem jakiś dobry przepis na kontynuowanie pracy przebywającego na emeryturze lub zmarłego projektanta? Najlepiej chyba zastosować się do słów Nicolasa Ghesquière’a (przy czym jest to tak naprawdę rada dla wszystkich kreatorów, nie tylko tych pracujących pod cudzym nazwiskiem), który zapytany o inspirowanie się kolekcjami Cristobala Balenciagi odpowiedział: „najważniejsze to popatrzeć i jak najszybciej o nich zapomnieć, żeby za bardzo się nimi nie sugerować”. 

 

Chcesz wiedzieć więcej? Sprawdź:

Archiwum Metropolitan Museum of Art, gdzie znajdziesz dużo zdjęć ubrań autorstwa różnych projektantów oraz wiele interesujących artykułów o historii mody.

 

Interaktywną linię czasu prezentującą rozwój domów mody na stronie wystawy „The Golden Age of Couture” V&A Museum.  


Komentarze