Wyobraźnia Karla nie zna granic. Nie dziwi nas fakt, że egzotyczne podróże potrafią być szalenie inspirujące, ale prawdziwy geniusz może zobaczyć piękno nawet tam, gdzie mało kto by się go spodziewał: w samym procesie przemieszczania się z miejsca w miejsce. Tematem pokazu haute couture był lot samolotem. Długie godziny spędzone w ciasnym fotelu w towarzystwie koszmarnie drogich i pozbawionych smaku przekąsek nie należą raczej do najatrakcyjniejszych elementów wakacji. Chyba, że ma się szczęście podróżować biznes klasą - albo luksusowym aeroplanem Chanel. Oczekiwanie na start umilał turystom wózek, z którego serwowano szampana. No i sama obecność Cameron Diaz, Diane Kruger i Daphne Guinness musiała być nie lada atrakcją. Mniej towarzyscy pasażerowie mogli podziwiać sztuczne chmury za oknami.
Wreszcie pokaz ruszył. Kto spodziewał się mundurków stewardess - czy to tych seksownych do granic wulgarności kostiumów z lat 60., czy współczesnych, mało pociągających uniformów - nie docenił Karla. Nie zobaczyliśmy też tego, co przewinęło się przez niemal wszystkie poprzednie pokazy: podkreślonych talii, szerokich spódnic, głębokich dekoltów, prześwitów i nadmiaru świecidełek. Modelki przespacerowały się pomiędzy siedzeniami, prezentując oszałamiająco piękne, ale po chanelowsku stonowane kreacje we wszystkich barwach nieba. Podróż przez minimalistyczne sukienki nad kolano i typowe dla marki garsonki oraz długie płaszcze, aż do połyskujących arcydzieł na wieczór należała do najdłuższych podczas tegorocznych pokazów haute couture. Mimo to, nikt nie czekał niecierpliwie na lądowanie. A cel lotu był jasny: ceremonia wręczenia Oscarów 26 lutego. Coś nam się wydaje, że najbliższy czerwony dywan będzie dziwnie podobny do tego błękitnego na pokładzie Chanel.
ZOBACZ POKAZ













