Pierwsza część retrospektywy (zakończona w październiku) przypomniała lata 1970 i 1980, obecna (czynna do maja przyszłego roku) pokazuje dekady 1990 i 2000 .
Kurator wystawy, Olivier Saillard – historyk mody miał trudny wybór, żeby ze światowej czołówki wyselekcjonować kilkudziesięciu najbardziej znaczących kreatorów, pokazać ich styl , zilustrować główne trendy i nowatorstwo .W sumie oglądamy 150 emblematycznych modeli i fragmenty pokazów z wybiegów na video z ostatniego dwudziestolecia.
Co przerabialiśmy w modzie w tym czasie? Po okresie hippiesowskim lat 70-tych i superwomen lat 80-tych, ostatnia dekada XX wieku przyniosła radykalną zmianę stylu. Zapanował trend minimalistyczny, w którym obowiązywała prostota form, oczyszczenie z ozdób, neutralne kolory. Wśród licznych wyznawców minimalizmu sztandarowymi kreatorami byli Helmut Lang i Jil Sander. W latach 1990-tych zaczęło być głośno o tzw. „szkole belgijskiej” z Ann Demeulemeester, Dries Van Notenem, Véronique Branquinho i Martinem Margielą na czele; ci zbuntowani młodzi projektanci z dyplomem akademii w Anvers zapoczątkowali modę konceptualną oraz dekonstrukcję ubrania.
Jednocześnie trumf święcili Japończycy: Rei Kawabuko -kreatorka marki Comme des Garçons, Issey Miyake ze swoimi plisami „pleat please” i wizjonerski Yohji Yamamoto.
Na przeciwnym biegunie znaleźli się prowokacyjni Anglicy – Vivienne Westwood, John Galliano ( dla Diora i jako twórca własnej marki) oraz Alexander McQueen ( najpierw u Givenchy, następnie pod własnym szyldem). Zadziwiał pomysłowością Jean-Paul Gaultier, „enfant terrible” francuskiej mody, który zawsze traktuje ubranie z humorem i bawi się mieszaniem gatunków. Pupilkiem świata mody stał się także Hussein Chalayan, projektant o turecko-cypryjskich korzeniach osiadły w Londynie,którego spektakularne kreacje przypominają dzieła plastyczne. Swoje apogeum przeżywał Christian Lacroix, niezrównany kolorysta miksujący kultury i epoki.
Dzięki Karlowi Lagerfeldowi, który z niewyczerpaną wyobraźnią przerabia i uwspółcześnia chanelowskie kody , marka Chanel znalazła się na topie.Swoją „złotą epokę” przeżywała również marka Gucci za sprawą genialnego dyrektora artystycznego – Toma Forda, który potrafił połączyć kreację z marketingiem. No i oczywiście, fenomenem dekady lat 90-tych była Prada: stara rodzinna włoska firma pod rządami Miucci Prada stała się niesłychanie trendy ,o stylowe ciuchy w beżowo –zielone ciapki biły się wszystkie fashion victims.
Przełom XX i XXI wieku upłynął w stylu porno szyk i logomanii. Obnoszenie się z markowym logo i snobowanie na marki było na porządku dziennym i spowodowało eksplozję podróbek. Wstrząs nastąpił po tragedii 11 września 2001 roku ,wypadki polityczne odbiły się również w świecie mody spadkiem optymizmu. Do tego następnie dołączył kryzys finansowy, hamując euforię konsumpcji. W sumie moda ostatniej dekady spoważniała, stała się bardziej dyskretna i ekonomiczna, pozbyła arogancji i bling-bling na pokaz, zaczęła liczyć się z ekologią.
Na horyzoncie pojawiły się nowe gwiazdy, jak Nicolas Ghesquière u Balenciagi czy Alber Elbaz u Lanvin – ci pełni inwencji kreatorzy absolutnie zmodernizowali tradycyjne francuskie domy mody ,wprowadzając je na top-listę. Odkryciem okazał się też Marc Jacobs jako dyrektor artystyczny Louis Vuittona, który wylansował ( i to z jakim sukcesem!) Pret-à-Porter oraz dodatki w tej starej kaletniczej marce.
Nie da się ukryć, że moda ciągle zezuje w przeszłość, inspirując się minionymi stylami : a to latami 50-tymi, a to 60-tymi, 70-tymi, 80-tymi....Chociaż nawroty nigdy nie będą dosłowne. Nie tak dawno jeszcze modnie było ubierać się na „szykowną hipiskę”, ostatnio zapanował trend „szykownej burżujki” lub „grzecznej licealistki”. Ale już widać oznaki powrotu do minimalizmu. Czyżby kreatorzy chcieli zacisnąć pasa?



















