Tak naprawdę nazywa się Elizabeth Grant, a swój pseudonim zaczerpnęła od imienia aktorki Lany Turner i modelu Forda – del Rey. Sama o sobie mówi, że jest gangsterską wersją Nancy Sinatry. Podziwia Kurta Cobaina, Thomasa Newmana i Bruce’a Springsteena.
Urodziła się 25 lat temu w Nowym Jorku, co w dużym stopniu ułatwiło jej rozpoczęcie kariery muzycznej. Jest córką wielkiego przedsiębiorcy i milionera Roba Granta, więc od dziecka przebywała w świecie bogatych i uwielbianych. W 2010 na listach przebojów pojawiła się piosenka „Kill Kill”, którą Lana napisała i wyprodukowała sama. Potem zrobiła sobie rok przerwy.
„Potrzebowałam wytchnienia. Zbierałam inspiracje, nastawiłam się na przeżywanie, bo chciałam mieć o czym pisać”
W listopadzie tego roku, w serialu „Plotkara” pojawił się utwór „Video Games” i świat oszalał. Wszyscy chcieli wiedzieć kim jest osoba obdarzona tak magicznym wokalem. Potem przyszła kolej na dwa kolejne single: „Blue Jeans” i „Born To Die”, a formująca się rzesza fanów zachwycała się już nie tylko muzyką, którą tworzy artystka, lecz także jej stylem. Lana przypomina Natalie Wood, Michele Mercier i Catherine Deneuve. Ma w sobie urok minionych czasów. Jest wierna modzie z lat ’60. Łączy klasykę z nowoczesnymi elementami.
„Podoba mi się moda sprzed pół wieku, ale nigdy nie zrezygnowałabym, na przykład z długości mini”
Oby Lana była tak konsekwentna także w kwestii muzyki. Jej album „Born To Die” ukaże się już w styczniu.






















